Związek może zakończyć się w bardzo różnych okolicznościach. Czasem wspólnie dochodzicie do tego, że nie pasujecie do siebie. Czasem ktoś kogoś zdradza, albo po prostu przestaje kochać. Ale zawsze w pewnym momencie pojawia się ta myśl w Twojej głowie – „ to koniec”. Co zrobić kiedy nagle nie wiesz jak żyć?
Tak, to najgorszy okres. Najgorszy moment całego procesu rozstania, pierwsze uderzenie. Jest
najmocniejsze i najbardziej ogłuszające. Jednak pamiętaj, że gorzej już być nie
może. Najlepszą receptą jest rzucenie się w wir pracy, porządków, czytania
książek. Czegokolwiek. Dla mnie świadomość tego, że to koniec i ból wynikający
z tego był tak ogromny, że nie dałabym rady tego przecierpieć. Zaczęłam wiec prawie kompulsywne się
uczyć. Według mnie należy przeczekać ten pierwszy, najgorszy okres, przeżyć go
nie do końca świadomie –w tamtym czasie świadomość tego, że to koniec zrzuciłaby mnie na samo dno, wprost w ramiona depresji. Zgodnie z dewizą czas leczy rany uznałam, że chociaż przez te kilka pierwszych dni rzucę się całkowicie w wir pracy.
Skupienie całej uwagi na jednej czynności jest bardzo pomocne. Jednak co robić w autobusie? W kolejce do lekarza? Przed snem? Ważne jest znalezienie przenośnego skupiacza uwagi. W moim
przypadku były to gry. Przykład mało ambitny ale sprawdzony ( telefon zawsze mam przy sobie). Miałam
wgrane trzy gry, które były bardzo absorbujące. Przed snem, kiedy nie uczyłam
się, grałam. Wiadomo, czas przed snem jest bardzo niebezpieczny – zaczynamy myśleć,
analizować, wspominać. Polecam szczególnie gry logiczne, na których musisz się bardzo
skupić. BrainWars czy Quizowanie skutecznie pozwoli skupić Twoją uwagę i odwróć ją od tematu rozstania. Myślę, że doskonale sprawdzi się także sudoku.
I nie
proszę – nie słuchaj waszych piosenek, ani żadnych smutnych piosenek. Na mnie
bardzo pobudzająco, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, działała muzyka Die Antwoord.
I pamiętajcie, to nie będzie trwało wiecznie. Pierwszy, najgorszy okres zawsze mija. Pocieszające jest to, że jest on stosunkowo najkrótszy. W moim przypadku trwało to tydzień. Tydzień, w którym schudłam 4 kilogramy i prawie umarłam ze smutku. Ale to w końcu mija, na prawdę :)
M.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz